– Chodźcie na waje. – Usłyszeliśmy, stojąc przed drzwiami klasy od plastyki. Młody i Sperma wrócili właśnie zza garażu stojącego za szkołą, przywlekając ze sobą odór papierosowego dymu.
Mimo pięknej pogody i faktu, że następną lekcją miała być plastyka, na której nie robiliśmy kompletnie niczego, ani ja, ani Kamil, ani Patryk nie byliśmy pewni czy zrywanie się z lekcji to dobry pomysł.
– No kurwa, co będziecie robić? – Zapytał Sperma, który po chwili wskazał palcem Patryka. – Ten potrafi fałszować każdy rodzaj pisma, ale ołówka trzymać to już ni chuj.
Palec przeszedł na mnie.
– Ten, mógłby uczyć babkę rysowania. A ten… – Mowa była o Kamilu. – A ten, w sumie i tak pójdzie tam, gdzie Patryk. Chodźcie, bo zaraz dzwonek.
– Pójdziemy do parku, posiedzimy na basenie. – Zachęcił Młody. Miał na myśli stare, zdewastowane koryto basenu w samym sercu parkowego lasu, które odkąd tylko kapitalizm położył łapy na kraju, systematycznie podupadało i zarastało, zapomniane przez świat, ponieważ nie miało potencjału zarobkowego. W tym okresie przeistoczyło się w miejsce spotkań okolicznych narkomanów, pełne zużytych reklamówek z zaschniętymi warstwami kleju, a czasami również strzykawkami i powyginanymi łyżkami.
– Pokiramy se. – Zażartował Sperma.
Patryk w końcu uległ, ja w końcu również zgodziłem się na wyprawę. Zgodnie z przewidywaniami, Kamil poszedł w ślady Patryka.
Basen z każdą naszą wizytą wydawał się coraz bardziej obskurny i nieprzyjemny. Od południowej strony gniła stara metalowa zjeżdżalnia i stanowisko ratownika, niebezpiecznie pochylone na boki. Jeszcze przed nadejściem zimy miały zostać skradzione przez złomiarzy.
– Kiedyś tu podobno przychodziłem ze starymi i bratem. – Zaczął Patryk.
– No, ja też. Mama trzyma w domu jeszcze jakieś stare zdjęcia. Pamiętam tą zjeżdżalnię. – Dodałem.
– Hehe, a ma coś na sobie na tych zdjęciach? – Wtrącił się Sperma, przerywając nostalgiczne wspomnienia przeszłości.
– Spierdalaj, zboku! – Rzuciłem.
Grupą podeszliśmy do schodów, kiedyś służących jako wyjście z basenu.
– To co robimy? Nic tu nie ma. – Zauważył słusznie Kamil.
– Ma ktoś klej? – Zapytał pół żartem, pół serio Sperma.
– Kurwa, stary. Przestań jeździć do slamsów, bo źle skończysz. Zdałniejesz i tyle będzie. – Pouczył go Młody.
– Zaraz wracam, idę się wylać. – Powiadomił nas Patryk i zniknął pomiędzy drzewami. Po kilku sekundach usłyszeliśmy jego krzyki. – Chodźcie, kurwa, szybko! Patrzcie, co tu znalazłem!
Patryk stał tuż przed betonową płytą, w której znajdował się kwadratowy otwór, pełniący rolę wejścia.
– Co to, bunkier jakiś? – Zapytał Kamil.
– Sprawdźmy to. – Powiedziałem natychmiastowo.
Pod ziemią znajdowało się małe pomieszczenie z zaworem pośrodku, nie wyższe niż półtora metra. W porównaniu z prawdziwym bunkrem, tym, o którym krążyły wśród małolatów mrożące krew w żyłach legendy, wyglądało zupełnie nieinteresująco, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
– Miejscówka konkretna. Lepsza niż na działkach. Moglibyśmy tu chlać całymi dniami i psy by nas nie zczaiły! – Ekscytował się Sperma.
– Chodźcie, zobaczymy czy w ogóle się tam zmieścimy. – Zakomenderował Młody.
Zeszliśmy na dół po wmurowanej w ścianę drabince i kolejno usadawialiśmy się na ziemi, wokół zaworu. Było ciasno, nawet jak na zaledwie pięcioosobową grupkę, w dodatku mocno nieletnią. Gdyby do tego byli z nami Paulina, Emil i Szymi, za nic w świecie nie pomieścilibyśmy się razem.
– Chujnia. Ciemno, zimno. Jedyny plus, że nikt nas tu nie znajdzie. – Zauważył Sperma.
– Chodźcie, dzisiaj nic tu nie zdziałamy. – Oznajmiłem i jako pierwszy wyszedłem na zewnątrz. Wkrótce dołączył do mnie Młody, a potem Sperma. Wszyscy przerzuciliśmy przez ramiona plecaki i czekaliśmy na pozostałą na dole dwójkę.
Kamil wyłonił się jako pierwszy, ale nim zdążył wystawić głowę ponad betonową płytę, Sperma wziął zamach i przyłożył mu swoim plecakiem, zanosząc się głośnym śmiechem.
– Sperma, co ty odpierdalasz?!
– Jak te, kurwa, kreciki, czy inne chuje muje! Ahjo, a potem młotkiem przez łeb!
– Co ty gadasz? – Zapytałem.
– No nie grałeś nigdy w to? Taka gra, kret wystawia łeb, a ty mu przykurwiasz takim młoteczkiem! – Wytłumaczył.
– Pojebało cię! – Usłyszałem stłumiony krzyk dobiegający z dołu. – Idź się kurwa leczyć, pojebie!
– Dobra, żartowałem. Chodźcie, już nie będę.
Kamil ponownie spróbował wyjść i po raz drugi otrzymał cios plecakiem; tym razem dało się słyszeć odgłos uderzenia.
– Już nie żyjesz!
– A jeb się z kim chcesz! – Spermie po policzkach pociekły łzy, gdy zacytował famous last words Kamila. Młody i ja również się zaśmialiśmy, mimo że nie podobało nam się nagłe, dzikie i wrogie zachowanie przyjaciela. Takich wahań nastroju nie miał nawet Patryk. Nawet Paulina, gdy miała okres.
Wściekły i czerwony na twarzy Kamil podjął trzecią próbę – tym razem dosłownie wyleciał z dziury w ziemi, i gdy już miał odepchnąć się dłońmi od podłoża, plecak trafił prosto w jego głowę, z największym jak dotąd impetem. Kamil trzasnął czołem o beton i opadł bezwładnie w dół. Razem z Młodym rzuciliśmy się na pomoc i chwyciliśmy go za ręce, nie pozwalając spaść do „kryjówki”.
Dopiero po chwili zauważyliśmy, że na betonowej płycie zostawił po sobie czerwoną plamę, a z czoła kapały mu nieprzerwanie krople szkarłatnej krwi.
– Kurwa, Sperma! Iść gdzieś z tobą! – Rozzłościł się Młody, wciągając razem ze mną półprzytomnego kolegę. – Dobrze ci stara powiedziała kiedyś, ty kurwa kozi łbie!
Prawie wypuściłem Kamila, śmiejąc się jak opętany ze stwierdzenia.
– Ktoś ma chusteczki czy coś? – Zapytałem. Nigdy bym nie przypuszczał, że rana na czole może aż tak krwawić; kolejne kropelki spadały w dół prawie jak w filmach.
Sperma zaczął grzebać w plecaku i wyciągnął z niego starą kanapkę owiniętą w papier śniadaniowy.
– Lepszy rydz niż nic. – Wzruszył ramionami i przyłożył Kamilowi do rany prowizoryczny opatrunek. Śliski papier oczywiście nie powstrzymał krwotoku.
Na powierzchnię wyszedł Patryk i od razu podniósł z ziemi swój plecak. Bez słowa poluzował jedno z jego uszu i przerzucił je przez głowę Kamila. Ciężar plecaka naprężył je i przycisnął do czoła kolegi.
– Co to ma być? – Zdziwił się Sperma.
– Masz lepszy pomysł? Papier śniadaniowy lepiej się sprawdzi, nie?
– Ale zakładać mu plecak na łeb? Co to w ogóle za pomysł?
– Dobra, Sperma, przestań pierdolić, bo przynajmniej to coś może da. – Zirytował się Młody. – Patrz, co mu, kurwa, zrobiłeś lepiej.
– Do wesela się zagoi. Ale krytek był konkretny. Ahjo!
