Antek mieszkał w domu prywatnym tak jak Kamil, ale wybudowanym dużo wcześniej, prawdopodobnie jeszcze przed drugą wojną światową, i zgodnie z ówczesnymi standardami, jego pomieszczenia były nadzwyczaj duże i wysokie. Dla nas, szczurów gnieżdżących się w blokach, było to niezwykle kuriozalne, przyzwyczajeni bowiem byliśmy do pięćdziesięciu metrów kwadratowych współdzielonych przez cztery osoby.
– Słuchaj, Antek. A nie myślałeś nad tym, żeby kurwa trochę sobie dorobić? – Zapytał Sperma. Staliśmy pod pobliskim sklepem, ogrzewani letnim słońcem, jedząc sobie dla schłodzenia lody, podczas gdy w wiacie na tyłach kurwa Baśka pewnie loda robiła jakiemuś żulowi.
– Ale co niby, jak?
– No bo kurwa masz te jebitne pokoje u siebie, nie? Wysokie w chuj.
– No… chyba tak, a co?
– No bo wiesz, jakbyś nieco je przerobił, wiesz, podzielił na jakieś mniejsze pomieszczenia, to mógłbyś w sumie burdel otworzyć.
Zaśmiałem się. Antka pomysł chyba nieco uraził. Sperma nie zraził się tym i kontynuował.
– Dajmy na to duży pokój. Robisz w nim kanciapy dwa metry na dwa metry, ze sklejki i desek, wstawiasz materace i kołujesz dziwki. Starą postawisz na bramce, a ty będziesz tylko kasował pęgę.
– Popierdoliło cię chyba. To zrób u siebie burdel! – Krzyknął urażony tym pomysłem Antek.
– Kurwa, spóźniłem się. Siostra już się jebie non stop w pokoju z chłopakiem, jak starych nie ma, więc nie da rady. Dają mi dwa zeta żebym sobie tylko poszedł, a potem skaczą, a Marta to chyba kurwa po ścianach biega nawet.
Zakrztusiłem się ze śmiechu.
