Tymek nie był nigdy zbyt wylewny podczas rozmów – powodem nie było tylko jego lekkie opóźnienie, być może do pary z nieznanymi nam schorzeniami psychicznymi, ale również jego piskliwy głosik. Jak usłyszałem kiedyś w Mafii II cytat „ma głos jak w dupę jebana myszka Minnie”, to od razu zapadł mi w pamięć, z twarzą Tymka przez oczyma.
W podstawówce wszyscy mieliśmy dziewczęce głosiki i nikt nie zwracał na to najmniejszej uwagi, ale w gimbazie zaczęło się robić zabawnie, gdy coraz większy procent chłopaków dostawał mutacji i ich głosy nabierały charakterystycznej chrypki, dzięki której Sebki czuły się bardziej męskie i dojrzałe, twierdząc (a może i szczerze wierząc) że brzmią prawie jak 50 Cent.
Tymka mutacja się jednak nie imała – był na nią odporny tak, jak narodowcy na myślenie krytyczne.
Rzeczka płynąca w lesie, ta sama, do której wpadł Maluch Sebów, dorobiła się w czasach naszego gimnazjum małej odnogi, być może z powodu ostrych zim, być może z powodu intensywnych opadów deszczu, a być może tama z samochodu osobowego wywołała hydrologiczny efekt motyla. Kto to wie.
Tak czy owak woda znalazła sobie nową dróżkę prowadzącą do lekkiego zagłębienia terenu podobnego poniekąd do dołu, w którym cyganie urządzili sobie osadę. W ciągu paru miesięcy utworzyło się tam rozlewisko, która w kolejnych latach miała zupełnie przegnić i przeistoczyć w pełnoprawne mokradło, tylko bez jebanych krokodyli.
Chodziliśmy czasem do tej podmokłej części lasu żeby puszczać kaczki na wodzie, i tego dnia wybraliśmy się właśnie na jedną z takich wypraw. Wszystko szło dobrze aż do momentu, gdy nadeszła moja kolej i szykowałem się do rzutu.
– Aaa! – Usłyszałem tuż za sobą wysoki, głośny pisk i aż podskoczyłem ze strachu, wypuszczając z ręki kamień.
– Paulina?! – Odwróciłem się momentalnie w obawie, że coś jej się stało, ale ta stała koło mnie tak samo zdziwiona jak ja.
– Myślałem, że to ty pisnęłaś… – Wybąkałem i oboje spojrzeliśmy się na Tymka, który z kredowobiałą białą twarzą hiperwentylował się jak papież w przedszkolu.
Sperma śmiechnął konkretnie na jego widok, ja w sumie też nie zwlekałem długo i poszedłem w jego ślad, ale chwilę później usłyszałem tuż obok siebie kolejny pisk i poczułem stalowy uścisk na ramieniu.
– Tam jest wąż! – Paulinka wtuliła się w moje ramię, spoglądając się na mnie takim czystym, przerażonym wzrokiem. Wiecie, z gatunku tych, które jednocześnie są przerażające same w sobie, ale i dziwnie hipnotyzujące, bo odkrywają coś, co normalnie siedzi w człowieku głęboko zakopane, ukryte przed światem. Wyraża nie tylko strach, ale i desperacką potrzebę uzyskania oparcia u kogoś bliskiego, których normalnie nikt w takim bezlitosnym otoczeniu jak blokowiska nie okazuje. A już zwłaszcza osoby, które starają się zgrywać twarde i pewne siebie – a do takich z całą pewnością należała Paulina.
Rozejrzałem się dokoła, ale nie wypatrzyłem ani żadnego węża, ani nawet ruchu trawy mogącego sugerować, że w naszym pobliżu jest jakiś gad.
– Chyba pora żebyśmy się stąd zbierali, co? – Zasugerowałem, starając się brzmieć spokojnie i opanowanie. Nie wydaje mi się, bym miał wykraczającą ponad przeciętność ofidiofobię, w sensie nie zdarzyło mi się spierdalać na widok węży, potykając się o własne nogi, ale nie lubiłem ich nigdy, co więc logiczne, starałem się trzymać od nich na dystans jak nakazywały mi prawilne instynkty moich nadrzędnych przodków.
Nie okazałem więc wtedy lęku i zachowałem zimną krew, głównie po to, by Paulina i Tymek nie poczuli się zupełnie beznadziejnie. Jedna osoba ze stalowymi nerwami potrafi uspokoić nieco spanikowaną resztę i zapewnić jej relatywny spokój ducha. To trochę jak z jebanymi Archaniołami w Hirołsach, których sama obecność zwiększa morale armii gracza, łapiecie?
Chyba osiągnąłem swój cel, bo gdy wreszcie wyszliśmy z lasu na łąki, atmosfera w grupie zdążyła się już wyraźnie rozluźnić.
– Ja pierdolę, Tymek, piszczałeś jak dziewczyna! – Zarechotał Sperma i spróbował wydać z siebie równie wysoki krzyk, ale nie dał rady.
– Ale Paulina też krzyknęła, co!
– Krzyknęłam, ale ja akurat jestem dziewczyną! – Zripostowała dziewczyna, pokazując mu figlarnie język.
– Ale to nie fair, wy niby możecie sobie piszczeć na widok myszy albo węża, a jak mnie coś zaskoczy, to od razu wszyscy się ze mnie zgrywacie! A też się bałaś!
– Dziewczyny mogą krzyczeć, okej, a chłopaki… nie wiem, sikać na stojąco. Brzmi uczciwie? Czy chcesz się zamienić? – Zgasiła go Paulinka.
Nastała chwila ciszy, którą przerwał Sperma pytaniem:
– Tymek, a ty sikasz na stojąco?
– Ja… ten… Patryk, sikam, tak, sikam, no!
Nikt mu nie uwierzył.
Tymek ogólnie robił zawsze za takiego Kudłatego w grupie, o ile akurat włóczył się razem z nami – bał się własnego cienia i w komiczny sposób reagował nawet na zupełne błahostki, jak chociażby strzał z tłumika, wybuch petardy albo poruszające się na wietrze gałęzie. Zresztą, o tym mogliście poczytać gdy relacjonowałem naszą przygodę w nawiedzonym domu i to, jak się wtedy porzygał ze strachu i zmęczenia.
Tak było od zawsze. W sylwestra chyba musiał brać jakieś kurwa psychotropy jak zwierzęta, może psu podbierał tabletki na uspokojenie?
