Wicked Game

Zobaczyłem ją schodzącą po schodach w szkole. Czas zdawał się zwolnić swój bieg, zupełnie jak w filmach, a może to po prostu mój nastoletni umysł płatał mi figla. Na pewno jednak przez te kilka sekund moja uwaga skupiła się na tej jednej dziewczynie, wychwytując każdy pozornie nieznaczący detal, każdą grę świateł i cieni.

Ruchy jej blond włosów, barwa błękitnych oczu, letnia sukienka, czerwone trampki, srebrne bransoletki na ręce i nodze… Wszystko to sprawiało, że tajemnicza dziewczyna zdawała się emanować swego rodzaju kobiecością, dojrzałością. Była inna niż wszystkie inne uczennice, które spotkałem do tej pory, tak mi się przynajmniej wydawało.

Nieświadomie zrozumiałem, co działo się właśnie z moim ciałem i umysłem – zostałem niczym Michael Corleone rażony piorunem, jeśli wiecie co mam na myśli. Jeśli nie, to już tłumaczę – zakochałem się po raz pierwszy w życiu. W zasadzie drugi, ale pierwszy świadomie. To trochę tak jak z masturbacją – spust w piżamę podczas snu zanim pozna się sekrety walenia konia się nie liczy. W ten sposób moja uwaga całkowicie skupiła się na zupełnie obcej mi blondi, w którą wpatrywałem się oniemiały jak w obrazek, nie dopuszczając do siebie jakichkolwiek innych sygnałów, które nieśmiało wysyłała mi prawdziwa sołlmejtka, z pierwszym znaczącym podczas naszej wspólnej „mszy” na łąkach.

Każdy monomit jednak opiera się na porzuceniu przez bohatera tego, co znane i wyruszeniu w przygodę, w nieznane, by w końcu wrócić do punktu początkowego, zdobywszy po drodze odpowiednią wiedzę i doświadczenie. Od Władcy Pierścieni, przez Harry’ego Pottera po nawet Stairway to Heaven. Dla mnie był to właśnie punkt zwrotny, zew przygody. I prawdopodobnie największy błąd jaki popełniłem w młodości.

Poza naszą klasą nie miałem jeszcze zbyt wielu znajomych w nowej szkole, dlatego pierwszą osobą do której zwróciłem się o pomoc był Sperma, który dzięki starszej siostrze posiadał w gimnazjum spore „koneksje”, nie mówiąc już o tym, że z natury zawsze był mega ekstrawertyczny i otwarty, bez dwóch najbardziej towarzyski z całej naszej paczki. Wszyscy go znali i on też znał wszystkich.

Podczas naszej rozmowy przyjaciel od razu zrozumiał co mi chodzi po głowie. Uśmiechnął się i zaciągnął papierosem. Gdy wypuszczał dym, zapytał się mnie:

– Co, zakochałeś się w Gośce?

A żeby wiedział, że tak.

Gdy dokończył palić szluga i zgasił butem tlącego się kiepa, korzystając z okazji że ja przyznałem się do tego, że czuję miętę wobec Gośki, wyznał mi, że podoba mu się nawet Paulina i chciałby spytać ją o chodzenie. Byłem wtedy młody i głupi, więc nie zrozumiałem do końca dlaczego pyta o radę akurat mnie. Cóż, może dlatego że nie pytał o radę, tylko o ciche, przyjacielskie przyzwolenie żeby nie psuć naszych relacji?

Izka mówiła mi raz czy dwa, że ja i Paulina pasujemy do siebie, i że dobrze na mnie wpływa jej obecność. Śmiechałem, coś tam próbowałem żartować i tłumaczyć, że to moja przyjaciółka, w dodatku najlepsza na świecie.

Siorka miała jednak rację – widziała to, czego ja nie byłem w stanie dostrzec. Sperma też to najwyraźniej dostrzegał. Nie tylko faktycznie Paulina miała na mnie dobry wpływ i w jej obecności byłem szczęśliwszy, ale panująca między nami chemia i bliskość pozwoliłyby na przemienienie pozornie platonicznej przyjaźni w romantyczną miłość, gdybyśmy tylko oboje zdecydowali się na ten krok.

Nie chciałem niszczyć naszej paczki od wewnątrz, więc dałem Spermie zielone światło żeby zarywał do swojej wybranki, a ja skoncentrowałem całą swoją uwagę na Gosi, właściwie nawet nie do końca rozumiejąc co wobec kogo czuję.

Czy kochałem Paulinę? Może, ale czy platonicznie, a może w głębi serca czułem już do niej coś więcej? Wątpliwe, jeszcze raczej nie. Byłem niezmiennie jej PRZYJACIELEM, nie zdając sobie nawet sprawy z prowadzonych przez nią subtelnych zalotów, a te nieliczne, które wychwytywałem, na wpół świadomie ignorowałem, marząc o Gośce.

Brzmi to jakby Paulina cały czas do mnie startowała, a ja z chłodem na twarzy ją odrzucał, ale tak nie było. Na co dzień zachowywała się wobec mnie tak jak zawsze, a ja, głupi, nie zdawałem sobie nawet sprawy z istnienia łączącej nas więzi. Pod pewnymi względami Paulinę traktowałem jak moją siostrzyczkę – kochałem ją nade wszystko, ale była poza sferą erotyzmu i pożądania. Tak mi się przynajmniej zdawało. W sensie w przypadku Paulinki, nie Izki, żeby było kurwa jasne.

Po raz pierwszy spotkałem się z Gosią kilka dni po odbyciu rozmowy ze Spermą – przyjaciel umówił nas na spacer w parku naprzeciw budynku szkoły, oczywiście dla niepoznaki w towarzystwie przyzwoitek. Gosia przyszła w towarzystwie swojej najlepszej przyjaciółki (której imię całkowicie wypadło mi z pamięci, więc nazwijmy ją Karyną), a ja razem ze Spermą i Kamilem.

Sama obecność przyzwoitek nie byłaby dla mnie wielce irytująca (na dobrą sprawę było to dopiero pierwsze spotkanie z dziewczyną, która mi się podobała), gdyby nie to, jak Kamil tego dnia wyglądał. Na nogach miał piłkarskie korki ujebane od błota, na torsie przepoconą i brudną koszulkę Realu Madryt albo innego klubu, a jego włosy rozczochrane były na wszystkie możliwe strony. Wcześniej tego dnia grał w gała pod blokiem z Patrykiem i poszedł z nami prosto z boiska.

Dziewczyny czekały na nas w umówionym miejscu – na placu, który znajdował się przed właściwym parkiem. Przywitaliśmy się, ja i Gosia zostaliśmy sobie przedstawieni, przy akompaniamencie bicia mojego serca, które w każdej chwili mogło wyskoczyć mi z piersi.

Wyruszyliśmy w końcu na przechadzkę, podczas której za wszelką cenę starałem się zachować powagę, by zaimponować blondynie. Kurewsko się wtedy stresowałem, a na swoją obronę mogę powiedzieć tylko, że byłem pierdolonym nastoletnim idiotą przy którym Stępień z 13 Posterunku ma idealny wzrok. Z drugiej strony, choć nie było to być może najmądrzejszym zagraniem z mojej strony, zgoda, mając te trzynaście lat i kompletny brak doświadczenia z miłością musiałem jakoś improwizować.

Kamil, który jeszcze nie wiedział o moim szczeniackim zauroczeniu, wydurniał się, kopiąc puszkę i udając przed wszystkimi profesjonalnego piłkarza, wciąż nabuzowany od energii po meczu.

– No proszę państwa, podanie i będzie strzał… – Krzyczał, biegając za puszką.

Gosia i Karyna zdawały się go nie zauważać. Były zajęte rozmową ze Spermą i mną, albo przynajmniej tym pierwszym. Ja połknąłem swój język i głupkowato im przytakiwałem.

– Gol! Co za strzał, trybuny szaleją! Gol! – Ryczał Kamil na całe gardło, gdy puszka odbiła się od betonowej latarni.

Sperma wyciągnął w międzyczasie pogiętą paczkę papierosów.

– Pali ktoś? – Zapytał. Ja i Gośka podziękowaliśmy, ale Karyna chętnie sięgnęła po fajkę. Razem ze Spermą zaczęli buchać na lewo i prawo dymem.

– Nie cierpię papierosów. – Zwróciła się do mnie Gosia. Poczułem się przeszczęśliwy, wreszcie mieliśmy okazję porozmawiać tylko we dwoje.

– Ja też. Nienawidzę smrodu ich dymu. – Uśmiechnąłem się.

– I kolejny gol! Proszę państwa, proszę państwa, to już pewne zwycięstwo! – Krzyknął Kamil.

– On tak zawsze? – Spojrzała na mnie rozmówczyni.

– Czasami. Dzisiaj ma chyba gorszy dzień. To chyba nadmiar cukru.

Zachichotała, a razem z nią ja. I właśnie wtedy, gdy myślałem, że rozmowa się rozkręca, ta nagle się zakończyła. Kilkukrotnie próbowałem jeszcze zagadać do Gośki, ale bez większych sukcesów – dyskusja po prostu się nie kleiła, jedynym wspólnym tematem była nasza awersja do fajek. I tyle.

Nie ten jeden raz nie wyszła nam zresztą rozmowa – spotkałem się z nią jeszcze kilkukrotnie, zawsze w towarzystwie innych znajomych. Podczas konwersacji sam na sam, których i tak było niewiele, czasami czułem jakąś, jakąkolwiek obustronną chemię, ale zwykle było zupełnie przeciwnie. Coś nie zaskakiwało, czegoś brakowało. Gośka była pierwszą osobą, z którą nie byłem w stanie rozmawiać normalnie i nie chodziło tu wcale o zakłopotanie, stres czy nieśmiałość wobec płci pięknej – z tymi nie miałem raczej problemów.

W późniejszych latach miałem nieprzyjemność spotkać więcej osób, które nawet nie starały się podtrzymać konwersacji przy życiu i lepiej czuły się, gdy nikt niczego nie mówił – przez długi okres czasu przywodziły mi one na myśl Gośkę. Poważnie, nienawidzę takich ludzi.

Po kilku tygodniach zapytałem dziewczynę wprost, czy chciałaby ze mną chodzić – wtedy pomyślałem, że postawienie kart na stół być może pozwoli nam nawiązać bliższe stosunki i wreszcie zakończy etap niezręcznych, urywanych rozmów. Myliłem się.

– Sorry, ale nie… nie… – Odpowiedziała mi smutno. Oczekiwałem rzecz jasna innej odpowiedzi, ale tylko przytaknąłem i siliłem się na blady uśmiech.

Nie ja jeden poznałem w tym okresie gorzki smak pierwszej miłosnej porażki, a przynajmniej tego, co wtedy rozumiałem pod tą nazwą. Gdy Sperma wyznał Paulinie zauroczenie, coś w naszej paczce nieodwracalnie się zmieniło, i gdy byliśmy tylko we trójkę, dało się wyczuć między nimi delikatne napięcie. We dwoje nigdy ich nie widziałem, ani nie słyszałem, by kiedykolwiek spotkali się w cztery oczy, dlatego łaziliśmy częściej większą grupą, która nieświadomie przywracała dawny ład, uniemożliwiając Spermie niezręczne flirtowanie.

Finalnie nie wyrwał jej, bo która loszka chciałaby chodzić z kimś, kto w jej obecności bez skrępowania srał i cały czas otaczały go gówna? Pamiętam, jak w parę osób wypiliśmy wspólnie piwo, w ukryciu za garażami, i Sperma chciał ją pocałować, bo ubzdurało mu się, że jest pijana, a jak pijana to pozwoli mu na wszystko. Gdy tylko ją objął i zbliżył usta do jej, ona wypierdoliła mu z całej siły z byka w nos, dokładnie tak samo, jak w szóstej klasie znokautowała patusa Siwego. Usłyszałem chrzęst i taki głuchy odgłos uderzenia, jak tłuczkiem do mięsa traktuje się kotlety.

– Ała, kurwa, to wszystko boli!

Sperma zalał się krwią, w oczach stanęły mu łzy, Paulinkę aż zamroczyło uderzenie i nie mogła ustać prosto, musiałem aż ją przytrzymać, bo przez moment zupełnie nie kontaktowała i myślałem, że się przewróci.

Bardziej niż nos, Spermę zabolało ego, bo później rozpowiadał kumplom, że nie dostał łupnia od dziewczyny, tylko napierdalał się z cyganem jakimś, i że on to wyszedł bez większego szwanku, a Szafran to ma kurwa kręgosłup połamany i będzie na kozie jeździł do końca życia, jagody z lasu to przez słomkę wpierdalając.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close