W parku znajdującym się naprzeciw naszego gimnazjum można było spotkać naprawdę przeróżne postacie – rodziców z dziećmi na placach zabaw, narkomanów w bocznych alejkach, wagarowiczów, a także przedstawicieli przeróżnych religii i sekt. Ci ostatni pojawiali się najrzadziej – sam widziałem ich może dwukrotnie w całym swoim życiu. W środowisku krążyło jednak wiele opowieści o rzekomych spotkaniach, nazwijmy ich, trzeciego stopnia. Niektórzy wręcz prześcigali się w wymyślaniu najbardziej zwariowanych scenariuszy, w których to ich starszy brat wyciągał zza paska naładowany pistolet, pies wyrywał się ze smyczy i skakał do gardeł wrogów i tak dalej, i tak dalej.
W praktyce sekciarze byli ignorowani przez ludzi, a i sami nie próbowali wciskać im do gardeł swoich wyssanych z palca bredni i żałosnych bajeczek zajebanych ze starszych religii. Poza jednym znanym mi przypadkiem, o którym wam opowiem.
Siedzieliśmy z Kamilem i Emilem na jednej z ławek przy głównej alei parku, pijąc Tęczę i zajadając ją Topami. Zerwaliśmy się z ostatniej lekcji, jak to mieliśmy w zwyczaju, gdy tylko rozpoczynały się ciepłe, wiosenne dni, nie przejmując się tym, że znowu może nas zgarnąć psiarnia i oskarżyć o ukrycie pod koszulkami zmywarki i telewizora.
– Kuzyn, jak tam ciocia? Podobno chora ostatnio była. – Zapytał Kamila.
– Skąd ta nagła troska?
– Kocham ją… mocno i głęboko, a czasami w czoko! – Emil wybuchnął śmiechem. Również nie starałem się ukryć swojego uśmiechu.
– Kurwa, idź się leczyć. Może pogadamy o Agatce?
– No co z nią? Nie ma pały do dyspozycji, więc pewnie z palca strzela jak mnie nie ma na chacie.
Kamil pokiwał głową z rezygnacją, wiedząc, że w przegadywance z kuzynem nie wygra.
– Dobra. Daj łyka. – Zmienił temat.
Emil wysunął się nieco do przodu, obejmując butelkę. Z pogardliwym wyrazem twarzy, niczym wyrytym w kamieniu, wylał trochę Tęczy na ziemię.
– To był twój łyk, kurwa.
Parsknąłem śmiechem, nie mogąc wytrzymać tej jego powagi.
Siedzieliśmy tak kolejnych kilka minut, dopóki nie zobaczyliśmy, że zza drzew wychodzą dwie kobiety w średnim wieku – obie ubrane w eleganckie garsonki, z włosami upiętymi z tyłu, i sporymi torebkami na ramionach.
– Na policjantki to mi nie wyglądają. – Rzucił Emil.
– Jak coś, to spierdalamy między drzewa, nie dogonią nas. – Szepnął Kamil, przewrażliwiony na punkcie policji po naszych jesiennych wagarach.
Kobiety spojrzały na nas badawczo tak, jak my na nie, chwilę szeptały do siebie, a potem podeszły na długość ramienia.
– Dzień dobry. Wiecie, kim jesteśmy?
Zapanowała chwila niezręcznej ciszy. Przerwał ją niespodziewanie Emil:
– No kurwa, jebany Przemek! Mówiłem mu, mają być dwudziestolatki! – Spojrzał na zdziwionego Kamila. – Daj telefon. No, dawaj, szybko!
Kamil wyjął z kieszeni Nokię 3310 i podał ją kuzynowi. Ten udał że wykręca numer, pokazując zaskoczonym rozmówczyniom żeby czekały.
– No halo, Przemek. Co ty odpierdalasz, kurwa? Powiedziałem, że chcę dwie dwudziestolatki, a ty mi przysyłasz jakiś towar dla ludu…
– Ale przepraszam… my nie jesteśmy od Przemka… – Wyjąkała jedna z zakłopotanych kobiet. Emil odwrócił ku niej wzrok.
– Nie?
– Nie… my… chcemy ogłosić radosną nowinę.
– Dobra, Przemek. Nieważne. To nie od ciebie… no, spoko. Nara. – Rzucił chłopak do telefonu i oddał go Kamilowi. – No to co to za nowina?
– Mamy tu dla was ulotki i broszurki. Jest piękny dzień, moglibyście dobrze go wykorzystać. – Powiedziała słodkim głosem jedna z sekciar i podała nam trzy karteczki. – Moglibyście poznać prawdę.
– Wolę poznać jakąś laskę. – Rzuciłem od niechcenia. Kamil zaśmiał się, ale Emil dalej wpatrywał się nieruchomo w kobiety.
– A wy jesteście od tych, no, kurwa, kotów, nie? No przecież! Jutro sobota, imieniny kota! – Wykrzyknął nagle.
Zbulwersowane i przerażone kobiety bez słowa odwróciły się i odeszły.
– A chcecie poznać prawdę?! – Wykrzyknął za nimi Emil. – Boga nie ma, a ja marzę o kazirodztwie!
Opadliśmy na ławkę, zanosząc się śmiechem i powoli dopijając Tęczę.
– Radosna nowina. Dobre! – Wspominał Kamil. – Ej, a co to w ogóle za ulotki?
Dopiero teraz przypomnieliśmy sobie o karteczkach, które trzymaliśmy w rękach.
– Poznaj prawdę. Kochaj boga… spuść się w dupę. – Recytował Emil, przeglądając jedną z nich. – Mam pomysł, dajcie mi to, kurwa.
Daliśmy mu swoje broszurki, a on wstał i poszedł do sąsiadującej z naprzeciwka ławki. Przystanął na niej, opuścił spodnie i wypróżnił się na samym środku siedziska, zanosząc się przy tym głośnym rechotem.
– Emil, ja pierdolę! – Krzyknął Kamil, odwracając wzrok.
– Patrz, kurwo! Poznaj prawdę, haha!
Chłopak skończył, wsunął spodnie na pośladki, nie siląc się nawet by podetrzeć swój wciąż gładki, pozbawiony owłosienia srom, i w świeże gówno wbił wszystkie trzy kolorowe ulotki.
