Na sąsiednim osiedlu, w wysokich blokach, mieszkał taki mały, suchy szczyl, który desperacko chciał być poważnym gangsterem, nawet bardziej niż Szymi. Nazwijmy go MC Omen, bo w sumie miał taką samą mentalność i patologiczny wygląd. Gdy my mieliśmy po może piętnaście lat, on mógł mieć dziewięć-dziesięć, ale wyglądał na jeszcze mniej, bo był suchoklatesem, i wszyscy się z niego śmiali, gdy próbował być groźny i prawilny. To tak jak z pieskami chihuahua – szczeka to to kurestwo jak pojebane, aż go słychać dwie ulice dalej, a jakby mu przypierdolił łapą jakiś prawdziwy pies, jak malamut albo wilczur, to nie byłoby czego zbierać. Tak też było z MC Omenem, który fikał wyłącznie do małych dzieci i wyraźnie słabszych od siebie, co nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, bo przeciętny Seba masy mięśniowej więcej miał w pustej czaszce niż on na całym ciele.
Żeby wkupić się w grono okolicznych Sebków, Omen dorzucał się do ich fajek, a sam palił z tego może pół szluga jak mu łaskawie pozwolili wziąć parę buchów, rozdawał im za darmo jakieś płyty CD-R albo oddawał chipsy jak miał, i w ten sposób przepierdalał całe swoje mizerne kieszonkowe w najwyżej parę dni, a potem łaził głodny i bezskutecznie sępił od innych picie czy przekąski, narzekał że kurwa nie ma czego palić a nałóg go wykańcza, i ogólnie próbował okradać piwnice albo jakieś kilkuletnie dzieci żeby nadbudować trochę funduszy.
A najlepsze kurwa jak ojciec dał mu raz dychę czy dwie na fryzjera, a ten poszedł do jakiegoś Sebka, który opierdolił mu łeb maszynką na łyso, tylko tak, kurwa, nierówno i niechlujnie, że zostały mu jakieś plamy, pasy szczeciny i strupy, przez które wyglądał jakby był ofiarą opadu radioaktywnego.
Jego starzy mocno się wkurwili i kazali mu tak łazić z tą „fryzurą”, pokutować za głupotę. Więc łaził, niedorozwój jebany. Słowo daję, widziałem go raz z tym niedogolonym łbem, i wyglądał jak typowy bandyta albo ghul z Fallouta. Seba oczywiści skroił z niego wtedy całą kasę za usługę.
Podczas jednego z takich cyklów głodowo-biedowych, gdy MC Omen rozstał się już z kasą i rozdał ją ludziom, którzy go nie lubili, debil posłyszał, że nie tak daleko od nas ma mieć koncert Mezo, więc od razu podnieta, kisiel w spodniach, i od razu pobiegł do rodziców żeby mu dali na bilet i w ogóle transport i wódkę na drogę. Nie zgodzili się, więc Omen uknuł misterny plan – skołuje kasę i ucieknie z domu żeby zobaczyć swojego gangsterskiego idola w pełnej krasie, śpiewającego uliczne bangery jak Aniele albo Żeby nie było.
Problemy szybko zaczęły się mnożyć – najpierw okazało się, że nie ma żadnych piwnic do ojebania, nikt nie chce kupować jego spiraconych, porysowanych jak mordy mumble raperów płyt, a dzieci albo nie mają pęgi, albo nie oddadzą jej dobrowolnie, gdy się im zagrozi.
Teraz historia bierze surrealistyczny zakręt, i moja ograniczona wiedza uniemożliwia stwierdzenie co od tego momentu wydarzyło się naprawdę, a co jest tylko plotką rozpuszczoną przez patusów, którzy kręcili bekę z Omena.
Według tego, co mówiły Sebki, a czemu naturalnie zaprzeczał później sam Omen, jakiś Sebix zaproponował mu dwie stówy za opierdolenie pały. Opowiedział mu, że taka kasa to kurwa bogactwo, i że będzie mógł kupić co tylko chce – że wezwie sobie taksę na koncert, będzie miał miejsce w pierwszym rzędzie i dostanie nawet autograf od Meza, a od Libera też być może, że starczy mu na koszulkę i oryginalną płytę i nawet wódkę, albo te słynne narkotyki jeśli będzie chciał. Wyobrażam sobie, jak MC Omen słuchał jego marketingowych sloganów z uchyloną mordą i paciorkowymi oczyma, zupełnie jak młodzi, którzy wierzą, że podpisanie umowy w dynamicznie rozwijającej się firmie z perspektywami to coś więcej niż tyranie za minimum krajowe i bycie pomiatanym przez przełożonych, którzy bogacą się na ich barkach, albo korwiniści wierzący w ich mityczny wolny rynek i inne XIX-wieczne pojebaństwo, które każdy rozumny człowiek słusznie uznaje za brednie niedouczonych szaleńców, których implementacja w praktyce zakończyłaby się absolutną zapaścią ekonomiczną i uwstecznieniem cywilizacyjnym całego kraju.
Tak czy siak, jeśli opowieści i żarty Sebków są prawdziwe, Omen zgodził się opierdolić Sebie gałę, ale czy z połykiem, czy bez, tego nie wiem. Po wszystkim otarł wargi i poprosił o zapłatę, a Seba powiedział że nie ma przy sobie, i że „hehe da mu jak się będą widzieć następnym razem”.
Następnego razu Sebek powiedział że zostawił w domu, innym razem że zapomniał, innym razem że przyniesie mu do domu czy coś, i tak mijały dni, a koncert Meza nieubłaganie się zbliżał. Omen próbował podobno go ponaglać i prosić, no ale co mu miał powiedzieć w obecności innych? „Oddaj mi pieniądze należne za seks oralny jaki z tobą odbyłem w krzakach za monopolowym”?
W końcu jednak coś się wydało i Omen stał się pośmiewiskiem obu osiedli, i kamienic dwie ulice dalej też, jakkolwiek spierdolone by nie były. Wszyscy mieli go za pedała, za cwela i jednostkę niepożądaną, a Omen, by pokazać im jaki to nie jest twardy, bił bezbronne dzieci i siał terror jak nigdy wcześniej.
Apogeum kryzysu miało miejsce na dzień po koncercie, który Omena oczywiście ominął. Szczyl tak się wkurwił że nie widział na żywo Meza, że napierdolił jakiemuś kilkulatkowi na placu zabaw, ale traf chciał, że to był siostrzeniec czy jakiś inny bękart jednego z prawdziwych groźnych Sebów typu „wczytano protokół: wpierdol”, no i wpierdol był Omenowi dany. O ile plotka o tym, że Omen robił loda Sebkowi była powszechnie znana i uznawana za raczej prawdopodobną, o tej, którą teraz przytoczę, wiedziało bardzo niewielu i nikt się z nią nigdy nie obnosił.
Podobno Sebixy zaciągnęły kwiczącego Omena do piwnicy w jednym z bloków, spuściły mu konkretny wpierdol za poturbowanie gówniaka, zdjęły mu brutalnie spodnie, a jeden z patoli wyciągnął chuja ze spodni, przejechał nim po dupie Omena i zagroził, że zerżnie go jak jeszcze raz będzie kurwa fikał, i że wytatuuje mu „cwel” na mordzie. W międzyczasie reszta grupy trzymała w bezruchu Omena i śmiała się do rozpuku widząc, jak gówniarz zaczyna płakać, smarkać i urywanym szlochem błagać żeby go nie gwałcili.
Bez względu na to, czy te wydarzenia miały miejsce w takiej formie jak opisałem, czy nieco innej, MC Omen przestał tak bardzo kozaczyć i stał się po prosu jednym z frajerów chcących być prawilnymi. Minęło kilka lat, nim ludzie pamiętający o tym, że jest cwelem, albo wyjechali albo zostali zesłani do Sztumu.
