Było to jedno z tych niezliczonych nudnych wakacyjnych popołudni, kiedy siedzieliśmy odłogiem na trawie porastającej łąki, zastanawiając się, co moglibyśmy robić dalej.
Nikt nie miał ochoty na budowę szałasu albo czegokolwiek innego, część obecnych odmówiła dalszej zabawy w nasz odpowiednik Diablo, a reszta nie miała ochoty na eksplorację dalszych terenów – jak choćby do nawiedzonego domu, majaczącego na horyzoncie po drugiej stronie rzeki.
– Ej, zróbmy coś. Ile możemy tak bezczynnie siedzieć? – Zadałem pytanie, ale nie usłyszałem od nikogo odpowiedzi.
Po dłuższej chwili milczenia odezwał się Emil:
– Wyruchałbym Milenkę.
Zaśmialiśmy się. Kamil jak zawsze w takiej sytuacji oburzył się i spróbował ukarać kuzyna lepą na pizdę. Ten jednak zgrabnie odskoczył w bok i uciekł. Kamil rzucił się za nim w krótką pogoń, ale nic nie zdziałał, jak w pięćdziesięciu procentach podobnych przypadków.
– Emil jest ostro popierdolony, ale trochę racji to, kurwa, ma. – Zastanowił się Sperma.
– O czym ty mówisz? – Zapytał podejrzliwie Młody.
– No o starą Kamila. – Tutaj ściszył nieco głos. – To przecież świnia jakich mało.
Nikt nie odważył się zaangażować w dyskusję, toteż Sperma kontynuował monolog:
– No kurwa powiedzcie że nie? Takie to ja widywałem na dupcochach.
– Sperma, wkraczasz, stary, na grząski grunt. – Zauważył Patryk, do tej pory siedzący cicho z boku.
– Chłopaki, ja pierdolę. Jak was nie jarają jej nogi, to musi być z wami coś nie tak. Jak z tym tam, debilem, kurwa, Emilem.
– No w sumie ładna jest. – Przytaknąłem w końcu, bo co innego mogłem powiedzieć? No była ładna, zgarnęła w puli genowej chyba wszystko co najlepsze, trafiła w biologicznym Totku przynajmniej piątkę.
Zaraz za mną to samo zrobili w końcu Młody i Patryk, choć nie bez skrępowania.
– Ale żeby nie było, to stara naszego ziomka, więc zero kurwa docinek w stylu Emila. – Młody próbował zamknąć temat lub nakierować go na inny tor, chociaż chyba sam nie wierzył, że było to jeszcze możliwe. Wzniósłbym mu za to owację, gdyby tylko nie to, że pół roku wcześniej nie widział niczego złego w nazywaniu mojej mamy Żydówką razem z resztą zgromadzonych.
– Nikt przecież jej nie obraża. Jest ładna w chuj. Widziałeś te jej sukienki czasami? Jak idzie, to aż jej tyłek wychodzi. – Entuzjazmował się Sperma.
– No to Milena ma już dwóch amantów. – Zażartowałem, opadając na trawę.
Rozważania o dupie Mileny okazały się preludium do czegoś większego i dużo bardziej popierdolonego. Rozmowa na temat jej uroków trwała w najlepsze, aż w końcu Sperma wyciągnął z plecaka swój stary zeszyt, ten sam, który służył nam swego czasu za Wielką Księgę Parapeciarzy, i zaczął coś w nim pisać swoim „językiem”, czyli po prostu fikcyjnym alfabetem.
– Co tam piszesz? – Zapytał Patryk, spoglądając mu przez ramię. Język Spermy znała tylko jedna osoba, czyli jego twórca. Cała reszta nie była w stanie odgadnąć, co kryją jego hieroglify, a przynajmniej odgadnąć na pierwszy rzut oka. Złamanie „szyfru” było dziecinnie łatwe, gdy tylko przyjrzało się mu bliżej. Oho, fala, czyli to pewnie litera S. Spirala? Pewnie O. I tak dalej, i tak dalej. No umówmy się, porównania ze Złotym Żukiem Edgara Allana Poe to ten język nie miał prawa mieć, ale przynajmniej uniemożliwiał niepowołanym szybkie podejrzenie, co jest nim napisane.
– Wszystko piszę. – Odparł Sperma z nieskrywaną dumą. W sumie w chuj fajny pomysł, będzie beka jak to przeczytamy za parę lat.
– Jaki pomysł? – Zapytał Kamil, drapiąc się po głowie.
– No opisy naszych starych. Możemy zrobić ten, kurwa, ranking, nie?
– Co, kurwa? – Młody zamrugał kilkukrotnie i wymienił ze mną przerażone spojrzenia.
– No kurwa opiszę każdą z osobna. Zobaczymy która jest najlepszą maniurą i pod którą można sobie zwalić. Nie, Emil?
Emil w sumie nie mógł polemizować, bo sam regularnie trzepał kapucyna pod ciotkę. Po prostu więc przytaknął. Nasza pozostała czwórka nawet nie wiedziała, jak się zachować. Widziałem, jak Kamilowi wychodzi na skroni żyłka, jak Młody kiwa z niedowierzaniem głową, a Patryk ukrywa twarz w dłoniach.
– No, to co, strona tytułowa już jest. Od której zaczynamy?
– Ja jebię! – Syknął Młody.
– No, bo nie mamy całego dnia, do chuja. No już, już, chłopacy, która będzie numero uno?
Dyskusja była skończona, zaczęło się, nie było już czasu i miejsca na sprzeciwy.
– Tylko proszę, stary, ukryj to dobrze do tego czasu. Ostatnim razem jak robiłeś coś takiego, to wysypałeś nasze łoniaki na łeb Oli. – Powiedziałem tylko ze zrezygnowaniem.
– Oli się we łbie pierdoli. Zaczynajmy te balety. – Skwitował Emil.
Siedzieliśmy w kółku, nie odzywając się nawet słowem. Sperma przewrócił stronicę Wielkiej Księgi Kompleksu Edypa, gotów do opisania pierwszej kandydatki.
– Zacznijmy od Milenki. – Powiedział spokojnie. – Numer jeden?
– Numer jeden. – Powtórzył ktoś.
– Bez dwóch zdań.
Kamil udał, że nie słucha, ale cały czas wiercił się i napinał jak GG Allin z zatwardzeniem.
– Te jej nogi, cycki, włosy, pupa… kurwa, ależ z niej dziunia… – Wyliczał Emil.
– Nogi, tyłek, spoko. Ale włosy? Przecież ona wygląda jak ten, kurwa… z Dextera, jak mu tam, ten też ojebany na grzyba jak ona… – Zastanawiał się na głos Młody.
– Wiem chyba o kim mówisz. – Wysiliłem mózgownicę. – Mendrek, czy jak mu tam.
– No, kurwa, dokładnie! Tylko jebnęła się na blond.
– Ja pierdolę, ja tu jestem. Halo! – Kamil nie wierzył w to, co słyszał. Wyraźnie tracił cierpliwość, ale co mógł zrobić w zaistniałej sytuacji?
– No i jeszcze te jej sukienki miniówki, szpilki, majteczki, chuje muje. I jebała się jak spaliśmy w namiocie. Kurwa mać, numer jeden bez dyskusji. – Emil wypluwał słowa z prędkością karabinu maszynowego, prawie jak Ben Shapiro, tylko w przeciwieństwie do niego mówił z jakimkolwiek sensem, a nie powtarzał te same propagandowe bajeczki i dziewiętnastowieczne brednie, za których propagowanie słono zapłacili mu milionerzy, jako jedyni czerpiący z nich korzyść.
Kątem oka zauważyłem, że na jego spodenkach zrobił się wyraźny „namiocik”.
– Haha, jebała się? – Zaśmiał się Młody, pytając bardziej samego siebie niż nas.
– No chyba dziwne by było, gdyby się nie jebała. Z takim tyłkiem? Jak nim podskakuje, to aż musi nim, kurwa, klaskać.
Kamil zaklął wściekle pod nosem.
– Dobra jest. Milena na pierwszym miejscu. Kto drugi?
– Ewelina. Albo matka Emila, jak je było? – Zaproponował Patryk.
– Agata nie. Najlepsze geny przejęła Milenka. Poza tym nie widzieliście jej na kacu. I nie ma z tyłu zębów, może od chlania jej wypadły. – Emil w ogóle nie był skrępowany, mówił swobodnie i najbardziej ze wszystkich zaangażował się w rozmowę. Zastanowiłem się, czy dobrym pomysłem byłoby brnąć w nią dalej, ale odwrotu nie było.
– No to Ewelina, ale po chuj się opierdoliła na krótko?
Bo mąż powiesił się na niej i wyrwał jej połowę włosów z głowy? Nie powiedziałem tego oczywiście na głos, lepiej żeby nikt o tym nie wiedział, chociaż pewnie dewoty już dawno do tego doszły, odrzucając milion innych swoich teorii spiskowych.
– No, lepiej jej było w długich piórach. Była jak z tych reklam, kurwa, szamponów. Loleral Pari, kurwa, Brązowa Bryza. – Śmiał się Sperma.
– Brzmi jak slogan kostki do sracza z tą Brązową Bryzą. – Fuknąłem.
– Ale ma trochę małe cycki, nie? – Zapytał ktoś.
– No, w porównaniu do Mileny tak.
– Ej, ale od Mileny to się odjeb już, bo jest moja. Spuściłbym się na jej te dojce. – Skwitował Emil. Chwilę później dostał kuksańca od Kamila.
– Dobra… mniejsze cycki, kiedyś miała fajne włosy, ale teraz to się na chłopaka obcina. – Podsumował Sperma. – Ej, a o co chodzi z tym jej motylkiem?
Wzruszyłem ramionami, udając po raz drugi, że nie wiem. Chodziło o małego motylka, którego wydziarała sobie na łopatce w dniu zakończenia procesu rozwodowego. Wstyd mi rzucać własną mamę lwom na pożarcie, ale szczerze, znalazłby się tuzin bardziej oryginalnych symboli wolności i odrodzenia. Z drugiej strony przynajmniej nie był to pierdolony średnik albo symbol królowej kier, w których zaczęły lubować się wszystkie dynamiczne Kariny nieco ponad dekadę później. O tribalach to nawet nie wspominam.
– Ej, ale żebyście ją widzieli ostatnio w bikini, no ja pierdolę. – Zmienił temat Emil.
– Prawda. – Zgodził się Sperma, który też był z nami tego dnia nad zalewem. – Nosi takie majteczki na co dzień?
– Ja… skąd mam do chuja wiedzieć? – Żachnąłem się. – Może i nosi, nigdy jej pod spódnicę nie zaglądałem. – No dobra, poza tym jednym nieszczęsnym razem, ale w życiu nie mogłem tego powiedzieć na głos.
– A powinieneś. – Emil poczerwieniał na twarzy.
– Dobra. Numer trzy? – Sperma dodał nowe wpisy w zeszycie.
– Irenka może? – Zaproponował Kamil. Młody wyprostował się, jakby ktoś uderzył go w twarz. I dobrze, wreszcie zrozumiał jak kurewsko niezręcznie czuliśmy się do tej pory ja i Kamil.
– No spoko, ale to już nie ten poziom. Bez urazy, stary. – Powiedział Emil. – Taka normalna babka, widać że nauczycielka, tylko nie taka z pornosów, że ściąga okulary, podciąga spódnicę, a tam chuj, nie ma majtek. Po Milence i Ewelinie mógłbym się spodziewać, że wietrzą cipki, ale twoja stara to nie, niezbyt.
Emil miał sporo racji, chociaż mógł to wszystko powiedzieć w nieco delikatniejszy sposób. Jakby nie patrzeć, Młody wychował się w normalnej rodzinie, będącej żywcem wyjętą z obrazka – jego ojciec był inżynierem, matka nauczycielką, a brat szkolnym prymusem. Nie dało się do nich przyczepić, znaleźć jakiegoś… haka? Jego stary nie pił i nie tłukł żony, ona była ni mniej, ni więcej, pracującą kobietą w średnim wieku, a ich starszy syn, jak zresztą wskazywał jego pseudonim, był ciepłą kluchą.
– Czyli co? – Zapytał Sperma, stukając długopisem w zeszyt, nie wiedząc, co pisać.
– Nic, kurwa. – Warknął Młody.
– No właśnie! Nic! Widziałeś ją kiedyś w miniówie? – Znowu odezwał się Emil.
– Ty, ale, kurwa, nie każde stare chodzą jak ubrane do pornola. – Rozzłościł się Młody.
– Kurwa, ja sobie wypraszam. Na pewno nie jak do pornola! – Bronił honoru matki Kamil.
– O, to, to. – Zgodziłem się z przedmówcą.
– Wiesz, co miałem na myśli. Minetka… kurwa, Milenka, jest zajebista, czy ci się to podoba, czy nie. Ewelinka też. Więc one mogą sobie paradować z tyłkami na wierzchu i półmetrowych szpilkach bez przypału. Moja stara to obcasów potrzebuje co najwyżej żeby szkolnej tablicy sięgnąć.
– No dobra, już, dobra. – Rozpogodził się Kamil. Młodemu też wyraźnie ulżyło, bo bezpowrotnie zniknęło jego dotychczasowe poirytowanie.
– To co? Irena numer trzy? – Zapytałem.
– Będzie. Ale te jej garnitury, czy jak to zwą, mnie martwią. – Dodał Sperma.
– A co z nimi?
– Nic, po prostu wygląda jak biznes women. – To Sperma wypowiedział to jakby czytał polskie słowo.
– Starczy, łapię. Numer cztery?
Zanim ktokolwiek wytypował którąkolwiek z naszych matek, Emil wstał z ziemi, otrzepał tyłek i oznajmił nam, odchodząc od grupy:
– Zaraz wracam.
– Czwarta… Agata. Chociaż ją dałbym może nawet na trzecie. – Powiedział Sperma, ignorując go zupełnie.
– Ale ma taką długą twarz. – Zauważył Młody.
– Po dziadku. Końską. – Dodał Kamil. Zaśmialiśmy się głośno.
– A nogi?
– Dawno jej nie widziałem… ale z tego co pamiętam, to jest szczupła, to nogi też ma chyba w porządku, nie? – Zastanawiałem się.
– Nie jest szczupła, tylko sucha. – Wtrącił Kamil. – I w ogóle chuj jej w tą płaską dupę, bo non stop pieprzy, że to ja sprowadziłem Emila na złą drogę. Czego ten debil by nie zrobił, to później jest moja wina.
– Emil też mówił, że nie ma jakichś zębów.
Długopis Spermy bezustannie bazgrał w zeszycie, tworząc nowe znaczki.
– I jeszcze ten jej jebany mop na głowie. Kręci sobie co noc te loki… ile razy przychodziłem do Emila po coś na chatę, a ta wyskakiwała z tymi rolkami po srajtaśmie na łbie. – Kontynuował Kamil, który nagle ożywił się, pewnie dlatego, że po nieskończonych romantycznych uwagach kuzyna na temat jego matki, mógł wreszcie odpłacić mu pięknym za nadobne.
– Dobrze, że Emil gdzieś poszedł, bo tym razem to on by ci chciał dla odmiany zajebać. – Zażartował ktoś.
– A właśnie, gdzie ten dureń? – Młody się zaniepokoił.
– Emil! – Krzyknął Sperma.
Zero odzewu.
– Poszedł w stronę jeziora. – Zauważyłem.
– Idziemy, bo jeszcze się idiota utopi.
Poszliśmy na miejsce, po drodze wyłaniając przedostatnią kandydatkę – Renię, matkę Patryka. Zgodnie stwierdziliśmy, że to szara przeciętniaczka, niespecjalnie urodziwa, ale też nie potwór, na którego widok chciałoby się wrzeszczeć i uciekać gdzie pieprz rośnie. Z wiekiem zaczęło jej w biodra iść, a gdzieniegdzie pojawiły się pasemka siwizny, ale poza tym nie była odstraszająca ani nic z tych rzeczy.
– I ma męską szczękę trochę. – Rzucił Sperma.
Patryk odwrócił wzrok i choć najpierw wyglądał na urażonego, niespodziewanie dodał:
– Bo ma sztuczną. Wszedłem kiedyś do kibla, patrzę, a tam koło mydła stoi szklanka z zębami. Najpierw myślałem, że to ojca.
– No co ty pierdolisz? Poważnie? Czekajcie, zapiszę to tylko.
– Emil! – Wrzeszczeliśmy w międzyczasie.
– Głupcu! Gdzie jesteś?! – Dorzucił ktoś, i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poszukiwany wyłonił się z trzcin.
– Co jest, kurwa? – Zapytał nas luźno.
– Myśleliśmy że się utopiłeś albo coś.
– Nie, musiałem się spuścić, bo już nie mogłem wytrzymać tej presji.
Żaden z nas nie wiedział co powiedzieć.
– To na czym stoimy? Kto nam został? – Zapytał Emil, poprawiając spodenki i upewniając się, że nie ma na nich żadnych plam.
– Elka. Chyba że dodamy starą Szymiego.
– Nie, a na chuj? Jakby jeszcze tu Szymi z nami był, to spoko, ale najlepsze jest w tym wszystkim to, jak wszyscy spinacie dupy i zawstydzacie, gdy inni mówią o waszych starych. Co nam po opisie, jak go tu nie ma i nie można by się z niego pośmiać?
– Czyli Elka na samym końcu. No to jazda, panowie, zaczynamy. – Zakomenderował Młody.
– Nie musimy w to brnąć. Po prostu ją zapiszę. – Powiedział Sperma, próbując chyba wywinąć się od kąśliwych uwag, które wszyscy obecni już znieśli.
– Nie no, co ty. Musimy. Naszym starszym obrobiliśmy dupy do białego!
– Emil, ale wszyscy wiemy, że moja stara jest szersza niż wyższa. To chyba wystarczy!
– No, fanga jak chuj. Kega. Do Milenki to nie ma porównania, c’nie?
– No, pisz, pisz. – Zaśmiał się Młody, widząc jak Sperma w sobie przygasł.
– I ma zawsze charczący głos od jarania.
– Albo od ciągnięcia kutasów. – Poprawił Emil.
– Taa, a spermę to w policzkach chomikuje na czarną godzinę, nie?
Nawet Sperma nie mógł się z tego nie śmiać.
