Bongo Spermy

Jakoś pod koniec drugiej klasy szkoły średniej, gdy nauczyciele męczyli nas ekstensywnymi pracami domowymi wyraźnie mniej niż w poprzednich miesiącach, Sperma poszedł na imprezę, z której zajebał miniaturowe bongo, mające może dziesięć centymetrów wysokości. Taka mała zabaweczka, którą mocno się jarał, tak dosłownie, jak i w przenośni. Bongo stało się hitem wśród Sebków uważających je za tak bardzo losowe i rzeczywiście, nie można mu było odmówić oryginalności i swego rodzaju uroku. Było zabawnym gadżetem, na który z zazdrością patrzyli klasowi palacze mogący pokopcić sobie co najwyżej Red-White’y albo Viceroye.

Najwięcej na temat bongo mówił Dami, który jak to typowy wannabe śmieszek próbował zyskać dzięki niemu parę punktów wśród zainteresowanego towarzystwa, popisując się przed nimi i pokazując, że ma znajomości. Obiecał więc Spermie dwa gramy i zapewnił, że wypalą je razem na przerwie, jak prawdziwi buntownicy wzgardzający wszelkimi zasadami. Spermie spodobał się ten pomysł – frajer oferował mu za darmo dwa gieta, poza tym mógł się zajebać żeby trochę szybciej minął mu czas na nudnych lekcjach. Same plusy, pomijając jeden haczyk jakim było to, że musiał po szkole jechać z Damim do niego, bo Dami bał się jeździć z narkotykami brata po mieście i tego, że ktoś mógłby go z nimi przyłapać.

Następnego dnia spotkałem Spermę na przystanku, gdzie popalał sobie z bonga, skryty między latarnią, a winklem ogrodzenia sąsiadującego domu. Był już trochę wesoły, a oczy miał przekrwione, ale trzymał pion i nie zwracał specjalnej uwagi innych swoim minimalnie odbiegającym od normy zachowaniem. To miało ulec pogorszeniu, a drogę do szkoły Sperma miał spędzić podśpiewując sobie w kółko pod nosem „bo-bo-boberek, bo-bo-boberek boberek”.

– Co to, palisz towar Damiego? – Zagadnąłem go.

– A co, miałem czekać? Dami i tak jak nic się ścipi i pociągnie najwyżej jednego bucha.

– On tak, ale jak Szymi cię zobaczy, to wyjaracie wszystko zanim jeszcze przyjedzie bus. – Zażartowałem… czy właściwie to stwierdziłem oczywistą oczywistość.

Może i Dami nie miał nigdy zamiaru palić trawy w szkole, srając w gacie na myśl o konsekwencjach, ale naturą rzeczy nigdy by się do tego nie przyznał, jak to typowy farbowany cygan próbując pozorować na prawilniaka.

Na pierwszej przerwie mocno poirytowała go, wiadomość że Sperma spalił już połowę ich towaru.

– Poleciałeś w chuja, tak się nie robi, ziomków się tak nie traktuje. – Moralizował mu, momentami brzmiąc żywcem jak Szymi, z tym swoim pseudo ulicznym slangiem podsłuchanym chyba zza bram strzeżonego osiedla, na którym mieszkał.

Prawdziwi uliczni degeneraci, którzy go słuchali, przyjmowali to z co najwyżej ironicznymi uśmieszkami. Wszyscy zgromadzeni widzieli, że gdyby doszło do rękoczynów, to jedna pizda Spermy znokautowałaby Damiego, ale z drugiej strony wszyscy wiedzieli też, że Dami pochodził z bogatej rodziny i mógł kołować im fajki, alko i teraz nawet trawę za darmo, jeśli byliby z nim w dobrych relacjach, bicie go było więc finansowo niekorzystnym pomysłem. W końcu nie gryzie się ręki, która was karmi.

Spermie zaczęły jednak puszczać powolutku nerwy, wysłuchując bananowych bredni o ulicznej lojalności i o byciu porządnym, wiedząc lepiej niż ktokolwiek inny, że to urojenia chłopaczka, który w życiu nie napotkał problemu, którego nie rozwiązałby portfel tatusia. W końcu coś w nim pękło, zrzucił plecak z ramienia, otworzył jedną kieszeń, wyjął z niej bongo i bez pierdolenia je zapalił. Wszyscy zamilkli, nie licząc kilku śmieszków, którzy wyszarpali ze spodni telefony żeby nagrać właśnie odpierdalającą się szopkę w porażającej jakości 144p.

Filmowany ze wszystkich kierunków Sperma wziął bucha, wypuścił dym i podał bongo razem z zapalniczką Damiemu.

– Masz. Buchnij se. – Powiedział suchym jak u Golluma głosem.

– Nie… nie tutaj… ja… nie…

– Masz, nie pierdol. Nie ma przypału. Pal.

Nie mam pojęcia czy był to jakiś misterny plan Spermy żeby upokorzyć Damiego, czy po prostu chciał żeby ten dał mu wreszcie spokój, ale zostając postawionym w takiej sytuacji, Dami nie mógł nie przyjąć oferty, bo inaczej zostałby posądzony o bycie lamusem w oczach sporej gromadki gapiów, którym od początku pierwszej klasy desperacko próbował imponować.

Niepewnie uchwycił bongo i dokładnie w momencie, gdy miał brać bucha, swoje pulchne wargi przykładając do szklanego wylotu szyjki, ktoś położył mu rękę na ramieniu. Byliśmy tak rozbawieni, że nikt z nas nie zauważył jednego z nauczycieli wuefu, który zaszedł banana od tyłu i złapał go za bark. Przerażony do cna Dami wziął głęboki wdech jak przy „mama idzie” i znieruchomiał niczym rażony piorunem, podczas gdy cała reszta tylko szeptała między sobą „o kurwa” i „przejebane”.

– Kogo to? – Zapytał wuefista spokojnym, ale zdecydowanym tonem.

Uliczna lojalność to jak doskonale wiadomo chuj, oszustwo, więc Dami momentalnie spruł dupę:

– Patryka. – Prawie że wykrzyknął bez jakiegokolwiek zająknięcia, wskazując palcem na Spermę, który starał się zachować chłód, ale znając go dobrze, byłem w stanie poznać, że wewnątrz wie, że jest w tarapatach i równie dobrze za ten numer mógłby zostać wyjebany ze szkoły, jeśli nawet nie zgarnięty przez policję wprost do najbliższego zakładu karnego.

Nauczyciel wyjął z dłoni już praktycznie płaczącego Damiego bongo, obejrzał je, obwąchał delikatnie, po czym jakby nigdy nic zwrócił je Spermie i odszedł bez słowa.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close