Przeświadczenie o tym, że właśnie zakończyła się pewna era mojego życia, jakie odczułem po komisie Emila, było ledwie preludium do tego, co miało nastąpić pierwszego września, bo właśnie wtedy dotarł do mnie pełny tego obraz. Gdy zaczął się nowy rok szkolny, dostrzegłem wreszcie pustkę pozostawioną przez część swoich znajomych, którzy rozeszli się w swoje strony. Powiedziałbym, że czułem coś w rodzaju fantomowego bólu, ale ze względu na traumę, jaką przeżyłem z umierającym dziadkiem, może lepiej będzie, jeśli przyrównam to uczucie do przestrzeni po wyrwanym zębie.
Patryk za namową Bartka zapisał się do technikum, tego samego, do którego poszedł Młody, pewnie licząc na jakieś nepotyczne fory dzięki uczącej tam matce. Do przyległego liceum, zresztą nawet nie wiem, czy nie do klasy, której była wychowawczynią, zapisała się za to Paulina, która podążyła w ślady za swoim Sebkiem, marzącym o łatwym do zdobycia tytule technika, a dupa pod ręką była zawsze miłym dodatkiem, chociaż jak mniemam, plany lekcyjne mieli kompletnie inne.
Także widzicie, poszliśmy do różnych szkół średnich – ona z Sebą, ja z depresją. Nie było jednak tak źle, jak mogłoby się wydawać – moją licealną klasę w większości stanowili koledzy i koleżanki z wcześniejszych lat, w tym oczywiście Kamil, Sperma, Szymi, Ziemek, a także Michałek czy Antek. W dalszym ciągu czuliśmy się zatem mniej więcej jak w domu, z tą różnicą, że musieliśmy wstawać prawie godzinę wcześniej, a potem poświęcać trzydzieści minut na jazdę autobusem w jedną stronę.
Pewnego wczesnojesiennego, poniedziałkowego ranka, gdy wszyscy czekaliśmy na przystanku, zjawił się Sperma, oczywiście jak zawsze na ostatnią chwilę. Był blady jak ściana, oczy miał podkrążone, a lewą brew zakleił sobie plastrem.
– Siema, co ci się stało? – Przywitałem się.
– Aaa… nic. Takie tam.
Próbowaliśmy jeszcze kilkukrotnie go podpytywać, ale bez skutku. Sperma nie ulegał i unikał udzielenia odpowiedzi, logicznie tym bardziej pobudzając naszą ciekawość. Siłą jednak nie mieliśmy zamiaru wyciągać z niego informacji, więc w końcu zrezygnowaliśmy i zmieniliśmy temat rozmowy.
Wydawało się, że niczego się nie dowiemy, ale cała tajemnica wyszła na jaw, gdy zajechaliśmy pod szkołę. Mieliśmy do pierwszej lekcji jeszcze jakiś kwadrans, więc nigdzie nam się nie spieszyło. Przystanęliśmy koło sklepu, centralnie naprzeciw liceum, przed którym rosło kilka drzew i stały dwie czy trzy ławki, w żałosnej imitacji skweru. Była to miejscówka oblegana przez palaczy przed i po lekcjach, a także na wszystkich długich przerwach, jeśli pozwalała na to pogoda.
Sperma palił sobie szluga, a ja i Kamil spisywaliśmy naprędce pracę domową. Nie ma co, w liceum nie było taryfy ulgowej, od pierwszego dnia zadawano nam do domów jakieś gówna, od których odechciewało się żyć.
– Ej, chłopaki. Macie dwójkę? – Zapytał cicho, wypuszczając ustami dym.
– No może się coś znajdzie. A co? – Odpowiedziałem mu.
– Tak… no… wiesz, muszę coś… kupić.
– No, wykrztuś to z siebie w końcu! – Zachęcił go Kamil. – Co się stało?
Chwila ciszy. Sperma kłócił się z myślami, ale w końcu westchnął i opowiedział nam wszystko:
– No bo piliśmy z Algierem i Młodym u takiego ziomka, nie? Odpadłem i poszedłem spać najebany, a oni mi ogolili brew.
Odkleił jedną stronę plastra żeby nam pokazać. Rzeczywiście – ani śladu po brwi, jedynie gładka skóra.
Buchnęliśmy śmiechem.
– To co, macie tą dwójkę?
– Ale co ty chcesz z tym zrobić? – Zapytał Kamil.
– Kupię kredkę do oczu.
Efekt był bardziej komiczny niż mogliśmy przypuszczać. Sperma pomalował skórę kredką, tworząc na niej ostro zarysowany kształt, mający symulować nieistniejącą brew. I uwierzcie – daleko mu do niej było. Już mniej zwracał sobą uwagi plaster.
– Daj, pomogę ci. – Powiedziałem, widząc, jak ten trudzi się, próbując poprawić krzywą, niewydarzoną linię w odbiciu szyby. Nie żebym miał większe od niego doświadczenie z makijażem, ale bardziej bym nie zaszkodził.
– Nie, bo zrobisz kurwa jeszcze gorzej!
– Nie no, ale serio, daj tą kredkę to ci pomożemy, bo w tej szybie gówno widać. – Stwierdził Kamil.
– Dam se radę, już kończę.
Więcej się nie narzucaliśmy. Otoczyliśmy go półkolem, bacznie obserwując każdy ruch – ja, Kamil, Szymi i kilku innych chłopaków z klasy, w tym nawet Michałek, śmiejąc się bez końca. Cisnęliśmy z niego konkretnie.
– To nie przejdzie. – Zasmucił się Sperma, patrząc na ciemną plamę na twarzy.
– To weź pomaluj drugą brew, do pary. Nikt nie pozna! – Zażartował Michałek. Szymi coś tam przytaknął, uważając to chyba za niezły pomysł. Sperma nie miał nic do stracenia, więc zrobił to bez wahania.
– Kurwa, wyglądasz jak Beatka od gegry. – Nie mogłem tego nie powiedzieć, widząc dwa usmolone pasy nad jego oczyma. Któż by przypuszczał, że w przyszłości burzliwe instagramowe modelki zrobią z tego globalny trend, który będą bezmyślnie powielać, byle mieć swoje pięć minut w sieci?
– No, bez kitu! – Rzucił Kamil.
Tak też wyglądał dzień, w którym Sperma przywitał się na dobre z nową szkołą. Do końca nauki w jej progach był znany jako chłopak z pomalowanymi brwiami lub jednobrewy – nawet wśród nauczycieli. Nie ma to jak zrobić niezłe pierwsze wrażenie, co nie?
