O drugim przypadku mycia samochodu tak, by rozszczelnić mu układ paliwa nigdy już nie usłyszałem. Niedługo jednak po cyrku z Kacprem i BMW jego starego w rolach głównych, z Izą zetknęliśmy się z innym rodzajem kąpieli, która również stała się tematem naszych żartów na dobrych kilka miesięcy.
Pewnego cichego i spokojnego wieczora usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyła je moja siorka i okazało się, że naszym niezapowiedzianym gościem jest Szymi. Jebaniec był mokry od stóp do głów, chociaż nie padało. Wpuściła go więc i troskliwie zapytała:
– Szymon, wszystko w porządku? Pożyczyć ci suszarkę?
– Nie, nie trzeba, łysy jestem przecież!
Wzruszyła ramionami, starając się za wszelką cenę ukryć podnoszące się ku górze kąciki ust, wzięła więc czym prędzej książkę z biurka i poszła do dużego pokoju żeby udawać że czyta. W międzyczasie ja zdążyłem omieść przyjaciela wzrokiem i przywitać się z nim w przedpokoju, bo przecież nie wpuściłbym go do mieszkania w takim stanie, jakąkolwiek meliną by ono wciąż nie było.
– Co ci się stało? – Zapytałem, wpatrując w jego mokre ciuchy.
Ten z chęcią zaczął mi opowiadać:
– Tej, no, kurwa, byłem na centrum, nie? Bo taki Seba mi powiedział, że tam jest Mati, który zna Norbiego co ma dobre koko i w sumie chce za nie niewiele więcej niż Krzysiek Szufla u nas za trawę brał. No to pomyślałem że pojadę tam, kurwa, kupię i zobaczę co to, bo mógłbym to potem sprzedać u nas na osiedlu, kurwa, c’nie?
Na podłodze zdążyła się już zebrać spora kałuża, a co gorsza od głupka cuchnęło mułem i zgnilizną tak, że trudno było wytrzymać. Izka wychyliła głowę zza rogu żeby lepiej nas słyszeć, a przy okazji i czuć, ale tak, żeby Szymi jej nie widział, nie chcąc wyjść na wścibską. On sam natomiast kontynuował swoją relację:
– No i kurwa kupiłem to koko, no kurwa rzeczywiście tanio w chuj, c’nie, no to se myślę że sprzedam jakimś dzieciakom tutaj, będę miał na hantle i płytę Firmy i kebaba też, a może nawet trochę trawy, bo właśnie wtedy se spaliłem ostatniego blanta i zajebany byłem. No to idę na busa i się cieszę, a tu jakieś koksy zaczęły mnie śledzić! Patrzę, wychodzą zza bloków, potem patrzę, a te kurwy są coraz bliżej. Chciałem iść na skróty, to oni za mną i wiedziałem, że nie ma opcji, trzeba spierdalać, bo to pewnie niebieskie kurwy albo ten diler chciał mnie wychujać i odzyskać towar. To żem się zerwał do biegu, a oni za mną, c’nie?
Iza próbowała tłumić śmiech, ale nie wychodziło jej to kompletnie, więc musiała udawać, że kaszle i odchrząkuje. Wciąż zajebany Szymi gestykulował rękami jak małpa, jego wymowa i cała budowa tych zdań były tak przekurewsko komiczne, że nie dało się go słuchać na poważnie. Do tego jeszcze ten smród i woda, jaka się pod nim zebrała na podłodze, potęgowały cały efekt.
– Biegną za mną, ja spierdalam ostro, patrzę, a tu przede mną rzeka, bo to w parku w ogóle było, c’nie? No i tam była rzeka na środku, wag wan, ale mostu to ni chuj nie widziałem, więc mówię „skaczę”, kurwa, na real. No ale chuj, nie obliczyłem chyba tego dobrze, bo zajebany byłem nieźle, i zamiast ją przeskoczyć całą, to nie doleciałem nawet do połowy.
Izka, usłyszawszy jego ostatnie zdanie, zaczęła tak parskać, że nawet Szymi zwrócił na nią uwagę.
– Joł, Izka, męczy cię ten kaszel strasznie. Bierzesz jakieś tabletki? – Zapytał z nieskrywanym przejęciem.
– Piję syrop! – Odkrzyknęła mu, siląc się na sekundę powagi, ścierając przy okazji łzy z policzków.
– Aaa, to lipa, bo jakbyś miała jakieś tabletki to moglibyśmy wziąć ze dwadzieścia bo fajna faza po nich jest!
– Dzięki, Szymon, będę pamiętała! – Skuliła się w fotelu, kryjąc buzię w dłoniach.
Szymi natomiast wrócił do głównego tematu:
– No i tak płynę kurwa w tej rzece, nie? Zgubiłem jakoś tych koksów, w sumie to chuj, nie wiem nawet czy za mną biegli czy nie, ale wyszedłem na brzeg po drugiej stronie i zorientowałem się, że przecież mam kurwa telefon, portfel i koko w kieszeni! Telefon to stary jest, więc chuj w niego, ale w portfelu to miałem torebkę i większość to mi zamokła.
Rozsunął kurtkę, wyjął stary, cuchnący rzecznym mułem portfel i sięgnął do środka, po foliową torebkę z jakimiś śladowymi pozostałościami jasnej brei w środku.
– Tak pomyślałem że może wpadnę do was, bo i tak nie wrócę do domu jak jestem mokry cały, może wjebalibyście to koko do mikrofali albo coś żeby się wysuszyło?
Siorka już dawno podrygiwała w fotelu w histerycznych spazmach, dosłownie płacząc ze śmiechu, ale teraz to już nie wytrzymałem i dołączyłem do niej, widząc to rozmokłe gówno.
Szymi w sumie też się zaczął śmiać.
