Ławka stanęła na swoim miejscu, gdy spółdzielnia rozpoczęła swoją inicjatywę modernizacji osiedla i przemienienia go z utylitarnego szaro-burego blokowiska we względnie atrakcyjne miejsce, w którym można żyć i które wyzbyło się patologicznych korzeni. Była w istocie jedną z pierwszych inwestycji, w komplecie ze swoimi siostrami, które spoczęły w innych miejscach.
Gdy ujrzałem ją z balkonu po raz pierwszy, poczułem mieszaninę zaciekawienia i zdziwienia, nie rozumiałem bowiem dlaczego ktokolwiek mógłby chcieć siedzieć w miejscu zewsząd otoczonym przez okna wścibskich sąsiadów tylko czekających na okazję do poplotkowania na czyiś temat. Dla nas, ówczesnej młodzieży przedgimnazjalnej, ławka wydawała się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto, z którego korzystałaby ledwie emerytowana mniejszość tubylców.
A jednak ledwie kilka dni od jej postawienia, rozsiedliśmy się na niej grupką, po raz pierwszy czując dziwną jej magiczną moc skłaniającą do rozmyślań i dyskusji. Temat, jak to często bywa wśród niewyżytych nastolatków płci męskiej, zszedł na temat seksu.
– Ja w portfelu zawsze noszę gumę na wszelki wypadek. – Pochwalił się nam Algier, otwierając gruby skórzany portfel i wyjmując z jednej kieszonki opakowanie z prezerwatywą, wymięte tak, że nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś je przynajmniej raz przeżuł. – Jak to mówią „przezorny zawsze ubezpieczony”, a ja się nie będę przejmował, że zarażę się AIDS.
Wszyscy obecni zaśmiali się razem z nim, choć trudno powiedzieć czy dlatego, że jego uwaga wydawała nam się na tyle śmieszna, czy uważaliśmy, że samo to, że czternastolatek nosi ze sobą gumkę, jest komiczne.
– Ej, a co to jest AIDS? – Zapytał nagle skonfundowany Emil niezdający sobie sprawy z tego, że półtorej dekady później ta wiedza uchroni go przed wpierdolem.
– Taka choroba, możesz ją złapać jak walisz kogoś w dupę. – Odpowiedział mu ktoś.
– To czemu oni nie odkażają dupy przed jebaniem jakimś spirytusem?
– A kto by wlewał dobry spirytus komuś w dupę jak można go wypić?
– No po odkażeniu też możesz. Rozewrzesz lasce poślady, a ona ci nim strzeli do ryja jak gejzer. – Zażartował kondoniarz.
Emil zmarszczył brwi i zastanowił się głęboko, po czym doszedł do wniosku:
– No ale chuj z tego, jak w takim spirytusie może być AIDS? Albo gorzej, kawałki gówna?
