Lada dzień miały rozpocząć się wakacje, więc na osiedlu panowała wesoła atmosfera, nie tylko wśród gówniarzy. Ja i Szymi też ją czuliśmy nosem, a razem z nią subtelną woń grilla dochodzącą z jakiegoś podwórka za blokiem.
Siedzieliśmy na „naszej” ławeczce, a jakże, i z rozmowy o planach na najbliższe letnie miesiące, natchnieni przyjemnym aromatem smażonego mięska zeszliśmy na temat ognisk i grillów.
– Tak se myślę, że mógłbym zabrać żonę z małym na grilla gdzieś. Może na działkę, może nad zalew, no gdziekolwiek. – Powiedział mi.
– No, korzystajcie z pogody, szkoda by było przesiedzieć takie dni w czterech kątach.
– Na real. Zawsze lubiłem takie wypady, ale odkąd poszedłem do roboty, to chyba nawet na jednym nie byłem. Od poniedziałku do piątku zapierdol w robocie, a w weekendy syn gdzieś chce zawsze z kumplami iść. Pamiętasz jak my robiliśmy sobie ogniska, jak byliśmy mali?
– Kto wie, może twój syn z kolegami też sobie takie robi?
– A gdzie tam, siedzą tylko ze smartfonami w łapach i przez nie gadają. Chciałbym mu pokazać jak to jest, nauczyć rozpalać ogień, ciąć kiełbaski żeby tłuszczyk się wytapiał, takie podstawy. Zachęcić żeby przestał ciągle gapić się w ekran. No i wiesz, sam tęsknię za takimi grillami i w ogóle. Tyle zabawy, co przy nich mieliśmy, to nasze, c’nie?
– No, stare, dobre czasy. Nie powiem, zjadłbym sobie teraz z chęcią taką kiełbaskę, czując ten dym. Ślinka cieknie mi na samą myśl.
– Taa, a jak przyjdzie co do czego, to znowu się wymówisz i powiesz, że nie chcesz.
– A niby kiedy tak zrobiłem? Nigdy, nawet razu, coś takiego nie miało miejsca!
– No a jak na długiej przerwie w liceum zrobiliśmy sobie kiełbaski na tym turystycznym grillu? Stanęliście z siostrą z boku i nie wzięliście nawet kęsa. Ona luz, bo wegetarianka, ale ty się ostro wymawiałeś wtedy.
– Okej, jeden, jedyny raz odmówiłem zjedzenia kiełbaski, niech ci będzie. A wiesz czemu?
Wzruszył ramionami.
– Bo robiliście tego jebanego grilla na benzynie.
