Żarty

Tarcza czerwieniejącego słońca schowała się za najbardziej wysuniętym na zachód blokiem. Mieszkańcy mający od tamtej strony okna przeżywali swoje golden hour, natomiast nasz mały osiedlowy Central Park powoli, acz pewnie, zaczął zasnuwać się cieniem zwiastującym nadchodzącą noc. Nie było późno, takie uroki jesieni, której każdy kolejny dzień jest krótszy od poprzedniego.

Na ławce rozsiadła się grupka młodocianych żartownisiów. Niegdyś nazywani by byli gimbusami, teraz jednak, gdy podstawówki przedłużono z sześciu do ośmiu klas, można było ich śmiało wrzucić do jednego worka z młodszymi dziećmi, z którymi dzielili korytarze, czyli innymi słowy tytułować gówniarzami.

Jeden miał hulajnogę, inny deskorolkę, jeszcze inny próbował znaleźć jakąś piosenkę na telefonie, wszystkich łączyły jednak szerokie uśmiechy na twarzach i plan porobienia sobie żartów z okolicznej ludności.

– Ej, chodźcie podzwonimy domofonami do ludzi. – Zaproponował jeden. Reszta zainteresowała się tym pomysłem i w nie więcej niż minutę, pobiegli diagonalnym chodnikiem ku jednemu z bloków ustanawiających granice skwerku, jakby otulających go.

Na balkonie przerzuciłem kartkę i dokończyłem lekturę ostatniego akapitu rozdziału książki.

Nie dalej niż kwadrans później usłyszałem sygnał domofonu. Moja pewność, że są to dzieciaki, sięgała procent dziewięćdziesięciu, ale mimo to poszedłem go odebrać, mając w rękawie asa, którego gotów byłem użyć, gdyby po drugiej stronie nie stał kurier, listonosz albo zagubiony dostawca pizzy.

– Halo… czy pana, hehe, lodówka chodzi? – Zaszczebiotał do mojego ucha przedmutacyjny głosik, którego właściciel niekompetentnie próbował brzmieć niżej, niż brzmiał w rzeczywistości.

– Chwileczkę, niech pomyślę… wydaje mi się, że… nazywasz się Gałecki? Albo jeden z twoich kolegów to Gałecki.

Grobowa cisza po drugiej stronie.

– Grałem z twoim wujkiem w piłkę czasem, a ojciec kupił raz piwo moim kumplom, gdy byliśmy w waszym wieku.

– Przepraszam… to już się nie powtórzy. – Zająknął się głosik po drugiej stronie. Teraz jeszcze cieńszy i wyższy niż przedtem.

– Nic się nie stało, młody. Ale jak chcecie porobić sobie żarty, to zadzwońcie pod siódemkę, tam mieszka dobra ofiara. Miłej zabawy.

Minutę po tym, jak rozłączyłem się, z klatki schodowej dobiegł mnie stłumiony odgłos domofonu odzywającego się w mieszkaniu numer 7.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close