Pasowanie

Utarła się tradycja, że każdy na osiemnastkę musi dostać osiemnaście pasów w dupę. Na palcach jednej ręki mógłbym wyliczyć osoby z naszej klasy, które się od tego wymigały, bo Sebków najwyraźniej mocno kręciło sprawianie innym bólu i co za tym idzie pilnie monitorowali czyje urodziny są następne w kolejce, by w końcu, gdy nadejdzie odpowiedni czas, w szatni przed wuefem rozpocząć katowanie solenizantów zgodnie z przymusowymi lekcjami, jakich udzielili im za młodu ojcowie kablami od żelazka za to, że dostali pałę z przyry albo religii. Słowa „katowanie” nie użyłem tutaj bynajmniej przypadkowo, bo nawet nie próbowali udawać, że celują w pośladki, tylko z pełną premedytacją napierdalali ofiary po udach i plecach, byle sprawić im jak najwięcej bólu, tym mocniej, im bardziej im wcześniej podpadły.

Ja byłem w o tyle komfortowej sytuacji, że co najmniej połowie chłopaków z klasy ufałem i byłem pewien, że nawet, gdyby któryś z patusów skosił mi pasem nogi albo ciął po plecach, to Szymi, Ziemek, Sperma, Kuc-maskotka, chuj, nawet Michałek, stanęliby po mojej stronie i zadbali o to, by sytuacja się nie powtórzyła, w taki sam sposób, w jaki ja zrobiłbym dla nich to samo. Taki lubujący się w bólu delikwent miałby później przejebane w dniu swoich urodzin, bo nagle w ramach odwetu czekałoby go co najmniej pięć wyjątkowo paskudnych strzałów na każdy jeden, który on dał komuś. Wychodziło więc, że nie miałem powodów do obaw i podczas swojego pasowania nie musiałem osłaniać nerek plecakiem, a ud opuszczonymi spodniami. Nie żebym miał taryfę ulgową, o, nie. Zebrałem pasy jak każdy inny, ale przynajmniej w umówione miejsce, czego nie mogę powiedzieć o sporym procencie naszej klasy, który dostał ostre cięgi wszędzie, tylko nie na pośladkach.

Jeden z takich przypadków, niezwykle niespodziewany, przytoczę wam teraz.

Przebieraliśmy się w szatni, gdy bez przypału do pomieszczenia nie tyle weszła, co wręcz wbiegła Marta, by zapytać Spermę czy nie ma na zbyciu jakiegoś szluga, bo przed wuefem chce sobie na szybko zajarać, a z głodu aż jej się ręce trzęsą. Paru zawstydzonych chłopaków w samej bieliźnie wyraziło swoje niezadowolenie z jej obecności, ale ta nie dawała nawet najmniejszego jebania o ich narzekanie, ani tym bardziej tycie przyrodzenia skrywane w Cottonworldach.

– Mam ostatniego, jak teraz go wypalę, to nie będę miał co palić do jutra. – Odpowiedział jej, drapiąc się po gołym brzuchu.

– No weź, nie bądź taki.

– Nie i chuj, nie dam, bo nie mam.

– Nawet w urodziny mi odmówisz? – Rzuciła w akcie nikotynowej desperacji, nieświadoma potencjalnych konsekwencji, jakie niosło ze sobą nierozważne wyjawienie wszystkim zgromadzonym tego drobnego detalu.

Kilka osób, w tym Dami, oczywiście momentalnie nastawiło uszu niczym psy tropiące, wyłapując tę informację.

– Marta, masz dzisiaj osiemnastkę? – Zagaił ją obłudnie niewinnym tonem bananowy śmieszek.

– No. – Przytaknęła bez namysłu. – Ej, ma ktoś pojarać? Bo serio nie wytrzymam.

– Jak chcesz fajkę, to najpierw musisz przejść przez pasowanie. Tradycja. – Dami uśmiechnął się jak przedszkolna imitacja Grincha, bo ze swoimi pulchnymi warami-obciągarami wyglądał w tym momencie dziesięć lat młodziej.

– Jakie znowu pasowanie?

– Osiemnaście pasów w tyłek na osiemnaste urodziny.

– No chyba was pojebało. Pierwsze słyszę.

– Nie nasza wina. Wszyscy przez to przechodzą.

– No. – Zawtórował mu jego przydupas Terka.

Parę osób przytaknęło im w geście potwierdzenia, chociaż chyba nikt nie spodziewał się, że dojdzie do faktycznego pasowania dziewczyny. Jeśli miałbym obstawiać, to powiedziałbym, że chcieli po prostu ją trochę w żartach nastraszyć, ale ku zdziwieniu wszystkich, Marta po chwili rzuciła:

– Okej. Dam wam się pasować, ale w zamian za szluga. Całego, a nie pojarę.

Przez szatnię przeszła fala zszokowanych i chyba nawet skonsternowanych szeptów.

– No, gdzie ten pasek? Szybko, bo mamy może pięć minut do dzwonka. – Fuknęła. Dami, szczerząc się od ucha do ucha jak dziecko, któremu udało się wyżebrać od starych zestaw klocków Lego, wyciągnął ze szlufek spodni swój pas, skórzany, gruby na ładnych pięć centymetrów, zakończony jakąś gigantyczną sebiczną sprzączką, której wielkość musiała być wprost proporcjonalna do jego skrupulatnie skrywanych kompleksów.

– Nie macie niczego, kurwa, szerszego?

Rozejrzeliśmy się wszyscy po szatni. Wzruszając ramionami pokazałem jej swój, ćwiekowany piramidkami, podjebany bezwstydnie siostrze, na którego widok Marta aż pobladła.

– Dobra, ten Damiego nie wygląda znowu tak źle. – Stwierdziła, zapoznając się z jeszcze bardziej przerażającą alternatywą. – No to jedziemy, szybko.

To powiedziawszy, ustawiła się przy ścianie, zaparła o nią rękami i wypięła krągłe pośladki w naszym kierunku. Dami podszedł do niej od tyłu, wziął zamach i ze śmiechem na ustach wypierdolił jej strzała w dupę tak mocnego i głośnego, że ta aż z piskiem podskoczyła.

– O ja, ale to było dobre! – Prawił mu komplementy pozbawiony jakiejkolwiek godności Terka.

W nagrodę za bycie dobrym hype manem, przypadł mu honor oddania drugiego smagnięcia solenizantki. Podobnie jak idol, któremu tak desperacko starał się przypodobać, też trzasnął ją niczego sobie i od razu po wymierzeniu ciosu zaczął podskakiwać, taki podniecony był całą sytuacją.

Pas przeszedł do kolejnej osoby. Chlast! Następny. Jeb! Poszedł czwarty, piąty, szósty strzał. Niektórzy wstrzymywali się nieco, czując wyraźnie niepewnie, ale parę osób lało Martę bez jakiejkolwiek litości, głośno wyśmiewając wszystkich, którzy nie chłostali jej z wykorzystaniem całej swojej siły, nazywając ich wielkimi zniewieściałymi ciotami i obrońcami praw kobiet.

– Moja kolej! – Krzyknął Kamil, zdecydowanie wychodząc na przód tłumu. Coś mi się nie podobało w jego tonie głosu i spojrzeniu. Bił z nich jakiś taki przeszywający chłód, który dostrzegliśmy wtedy chyba tylko ja i Sperma.

– Założę się, że wyjebie jej konkretnie, tak coś czuję. – Szepnął mi do ucha przyjaciel.

Przytaknąłem.

– Pewnie sobie teraz wyobraża, że to Jagoda stoi przy ścianie. – Rzuciłem i obaj śmiechnęliśmy.

Kamil stanął metr za dziewczyną, napiął pas, parę razy trzepnął nim o otwartą dłoń, a potem przygotował się do wyprowadzenia ciosu. Dami i paru innych Sebków wyjebało Marcie w dupę mocno – może nie z całej siły, nie szczędząc nawet jej ociupinki, ale na pewno niewiele słabiej, niż gdyby bili jednego z chłopaków. Kamil jednak ani myślał dać z siebie mniej, niż absolutne sto procent. Wziął zamach niczym profesjonalny bejsbolista i wykorzystując energię obrotu całego ciała oraz mitycznej rotacji głową, wypierdolił jej w uda z taką siłą, że momentalnie podcięło jej nogi. Jeb! Marta poleciała na ścianę i opadła na kolana, wydając z siebie gardłowy jęk podobny do mojej mamy, gdy katował ją mąż.

Poza jej szlochami, w szatni zapadła kompletna cisza.

– Sorry. Celowałem w dupę. – Kamil powiedział zobojętniałym tonem bardziej sam do siebie niż do dziewczyny. Wcale nie żałował, czuć było na kilometr, że wyjebane miał na nią. Powiedziałbym nawet, że jej reakcja chyba go bawiła, chorego skurwysyna.

– Ile jeszcze? – Wysapała Marta, podnosząc się i ocierając łzy z policzków. Jej drżące jak galareta uda przecinała wyraźna, równa bordowa linia. W porównaniu z nią, ślad, jaki pozostawiła po sobie gumowa rurka leja, jaką przyjebał mi Algier, była naprawdę niczym.

– To był siódmy. – Odpowiedział ktoś.

– No to na co czekacie, do chuja? Walcie mnie w dupę, bo zaraz dzwonek!

Jej życzenie zostało szybko spełnione, chociaż na szczęście dla niej, nikt Kamilowi nie dał już pasa do ręki, mimo że ten jeszcze raz czy dwa o to prosił. Koniec końców i tak później przez tydzień chodziła jak kaczka i nie mogła prosto siadać, musząc ściemniać wszystkim ciekawskim, że po prostu ma okres, ale przynajmniej siedemnaście umówionych cięgów zebrała w pupę zgodnie z ustaleniami, więc nie było problemu. Poza tym dostała obiecanego szluga.

Tak to już jest z pasowaniem na osobę pełnoletnią – nie ma zmiłuj, trzeba zacisnąć zęby i jakoś przez nie przejść. Pewnie, są wyjątki, zawsze można się wymigać chorobą albo mieć na tyle farta, że nikt nie zwróci uwagi na to, że macie urodziny, ale większość dla świętego spokoju daje sobie wymierzyć tych osiemnaście batów by mieć je z głowy, tak, jak to bywa z koceniem. Chyba, że ma się w klasie jakichś pojebanych patusów, których kręci sprawianie innym bólu, wtedy rzeczywiście nie winiłbym nikogo za podjęcie próby uchylenia się od nich.

Z naszej paczki jako jedyny nie został pasowany Emil – opowiadał mi, że większość jego młodszych kolegów z klasy w ogóle nie zdawało sobie sprawy z istnienia tej tradycji, a tych kilku, którzy o niej wiedzieli, zrezygnowali z próby bicia go po tyłku, gdy ten w szatni spuścił spodnie i oznajmił im z gołą dupą, że nie srał od dwóch dni i jeśli ktoś go strzeli pasem, to on strzeli z dupy, pas rozchlapie jego kwaśną srakę na wszystkich zgromadzonych, i będzie fajnie wtedy.

Mówił śmiertelnie poważnie.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close